czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 5



Czarny Harley zatrzymał się przed bramą, blokującą dostęp do niewielkiego domku. Helen zsiadła z niego i wyciągnęła stary klucz ze skórzanych spodni. Pomimo upływu lat nawet się nie zaciął. 
Wprowadziła motocykl do garażu i zatrzaskując bramę oraz drzwi od garażu weszła do domu, rzucając wszelkie bagaże w kąt. Ledwo postawiła nogę w hallu i wzięła głęboki oddech, a już pobiegła otworzyć wszystkie możliwe okna. Oczywiście, dziwne by było, gdyby dom był zadbany, przewietrzony, czysty. Nie było jej tu dobre pięć lat.
Pierwsze co zrobiła to zeszła do piwniczki, oświetlając ciemne pomieszczenie lampą. 
-Wszystko jest na swoim miejscu.-mruknęła, patrząc na nienaruszone przez nikogo skrzynki wina, whiskey i różnych innych alkoholi.- A nie.- dodała, obracając się w lewo- Brakuje sześciu skrzynek.
Pamiętam takiego, który to miejsce uznałby za raj. 
Nie spieszyło jej się nigdzie, jak na razie. Rozpakowała swoje bagaże i weszła pod prysznic, by odświeżyć się po podróży.
Pieniędzy mam póki co aż nadto, do Teksasu na razie nie wrócę...tak na dobrą sprawę nic nie muszę robić. Chociaż...wypadałoby znaleźć sobie jakąś robotę, dla pozorów. 
Ale na razie wybiorę się do baru. Sprawdzę, którzy z tej całej zgrai debili przetrwali w tej dziczy.
Postanowiła wybrać się do jednego z ulubionych klubów, to jest The Rainbow.

***
The Rainbow. Jeden z najsławniejszych barów na świecie, przy słynnej ulicy Sunset Strip. Miejsce  częstych wizyt różnego rodzaju muzyków i nie tylko.
Helen omiotła wzrokiem lokal. Paru starych znajomków pozdrowiło ją gestem uniesienia kufla piwa. Odpowiedziała, jednak jej wzrok przykuł jeden z jej najlepszych kumpli, stojący- standardowo- przy "jednorękim bandycie" z szklanką "Lemmy'ego*" w dłoni.
-Lemmy, stary skurwielu!
Wyżej wspomniany, doskonale Wam znany, stary rocknrollowiec obrócił się.
-Ooo, kogo moje przećpane oczka widzą! Pszczoła, stara znajoma!
Pszczoła...tak nazywał ją Lemmy i ich wspólny tabun kumpli. Przezwisko wzięło się od stwierdzenia basisty: "mała, ale groźna i cięta! Wkurz ją, a będzie Cię atakować!".
-Cześć, Smoku.- uśmiechnęła się, przybijając z nim piątkę.
-Może drinka?-otoczył ją swoim wielkim ramieniem, a ona natychmiastowo się spod niego wysunęła. Facet zaśmiał się.- Zapomniałem, że nie lubisz drinków. Kochanie!-zawołał do kelnerki- Dwie seteczki!
-Seteczki? Dwie?- zdziwiła się dziewczyna-Co się z Tobą stało, Smoku?
-Choć raz w życiu chciałem być kulturalny, no kurwa.
-Taa...Ty i kultura...- mruknęła dziewczyna. Basista wybuchnął śmiechem..
- Kotku! Jednak dwie połówki!- machnął ręką na kobietę, która skinieniem głowy przyjęła ponowne zamówienie.
-Od razu lepiej.- razem usieli przy najbliższym stoliku. Lemmy rozwalił się wygodnie na krześle i wyciągnął fajki w stronę znajomej.
-Nie, dzięki.
W odpowiedzi z drugiej kieszeni wyciągnął torebkę z białym proszkiem. Rzuciła na nią okiem.
-Daj no lepiej te papierosy, jak już. Przecież wiesz, że nie ćpam.
-No nie wiem...może przez te lata coś się zmieniło?- zaśmiał się Kilmister.- Poza tym to najczystszy towar z Hawany.
-Najczystszy!- prychnęła- Wszystko przerobione na biały proszek! Zapaliłbyś sobie lepiej marychę, wyszłoby Ci to na zdrowie.- w tym samym momencie kelnerka postawiła przed nimi butelki.- Co ogólnie robisz w Los Angeles, Smoku?
-A czy to ważne? Mów lepiej co u Ciebie. Kochana! Kiedy Cię ostatnio widziałem byłaś takim  osiemnastoletnim dzieciaczkiem, a tu patrzcie państwo, piękna kobieta! Nasza Pszczółka wyrosła!
-Zabieraj te łapy.- odgoniła go- Nadal jesteś starym zboczeńcem.
-Tak mi już pozostanie, złotko.-uśmiechnął się szeroko- Gdzie się podziewałaś tyle lat?
-A tu i tam...Nie mam stałego miejsca.-westchnęła- Ale byłam na Waszym koncercie w Chicago.
W odpowiedzi Lemmy poruszył kilkakrotnie brwiami.
-Chicago...tam poznałem niezłego dzieciaka. Jako jedyny dotrzymał mi towarzystwa w piciu po koncercie. Jebana studnia z niego.
-A  co to za sztuka, Smoku?- uśmiechnęła się lekko.
Mężczyzna zaśmiał się.
-Nie wszyscy są tacy jak Ty, że umieją pić na równi ze starymi wygami. Ale założę się, że i tak byś go przepiła, w każdym razie Was zaznajomię.- obrócił się i wrzasnął na cały bar- KERRY, KURWA CHODŹ TU!!
Spod stolika po drugiej stronie Rainbow wytoczył się długowłosy chłopak, w czarnej koszulce, z butelką Jacka Danielsa w dłoni.
-Kerry King? To Ty, dzieciaku?- Helen spojrzała zdziwiona na nowo przybyłego.
***
 Charlotte spojrzała na zegarek wiszący nad wejściem. Stawał co piętnaście minut, ale pomimo tej jednej usterki pokazywał godzinę dobrze prawie co do minuty. Wskazówki zatrzymały się na dwóch siódemkach. Dziewiętnasta trzydzieści pięć. Lotte swój pierwszy dzień w 'antykarni', jak nazywała sklep przetrwała prawie bez marudzenia. Przebrnęła przez prawie dziesięć godzin. Mogła wyjść już spory czas temu, ale potrzebowała pieniędzy. W końcu nie miała zamiaru na stałe zostać w Los Angeles. W tym mieście jest zbyt łatwym celem, ale gdzieś musiała się podziać. Rodzina była najlepszą alternatywą...jedyną alternatywą.
-Jeszcze chwila i możemy zamknąć- poczuła na plecach dużą i ciepłą dłoń Tom'a. Nie musiała na niego spoglądać żeby wiedzieć, że na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Idealny uśmiech...jak na długowłosego faceta pracującego w takim miejscu. Charlotte po chwili zastanowienia doszła do wniosku, że musi być gejem. Nie ma innej możliwości.
 Z jednej strony ta myśl zasmuciła dziewczynę. Tom był bardzo przystojnym młodzieńcem, więc szkoda, gdyby nie miał zamiaru kiedyś, w odległej przyszłości rozmnożyć się z piękną kobietą. Patrząc z drugiej perspektywy, to nie było takie zła. Prawie, jakby Lotte miała przyjaciółkę i nie musiała się martwić, że wda się w przelotny romans. Nie miała ochoty na takie przygody. Nie, dopóki jej sytuacja się nie ustabilizuje. Teoretycznie była ukochaną Caspera. Miała do niego wielki szacunek i powinna być wdzięczna, że pomógł jej wyjechać z Hawany. Jednak... nie byłaby nieszczęśliwa i rozżalona, gdyby ich historia się skończyła. Casper mógłby żyć swoim życiem na Hawanie, koniec końców zasiadając na miejscu ojca w DOMie, a Lotte wyruszyłaby poza granice USA w poszukiwaniu miejsca dla siebie, w którym mogłaby wieść spokojne życie i oddać się zajęciom typowym dla osób w jej wieku. 

-Zdaję sobie sprawę, że jesteś znudzona i zmęczona siedzeniem na tyłku, ale mogłabyś cociaż udawać, że mnie słuchasz- lekkie szturchnięcie w ramię wyrwało jej z zamyślenia. Ostatnio bardzo często popadała w rozważania na różne tematy. To nie było dobre. Powinna się skupić na tym, co ją czeka, a nie, co przeminęło... oby bezpowrotnie.
-Kotku, nie zachowuj się, jakbyś dostał okresu- próbowała pstryknąć chłopaka w nos, ale chybiła. Nie jej wina, że Tom był taki wysoki.
-Jestem facetem, nie mam okresu- ukazał dwa szeregi śnieżnobiałych zębów.
-Dobra, dobra. To o czym mówiłeś?- trzepnęła zalotnie rzęsami w stronę nowego kolegi- prawdopodobnie geja.
-Umówiłem się z kolegami w Rainbow. Nie miałabyś ochoty dołączyć? Napić się ze mną piwa?
-Z Tobą?- udałą zainteresowanie, co wywołało u chłopaka lekkie speszenie.
-Z nami. To miałem na myśli.
-Jasne- odparła krótko, po czym odeszła od lady i ruszyła do wieszaka z ubraniami. Zaczęła przeglądać 'nowy towar' w poszukiwaniu czegoś dla siebie. W oczy rzuciła się jej kusa, różowa sukienka z białymi kropkami.
-Co powiesz na to?- spytała Toma w poszukiwaniu aprobaty. Ten spojrzał na nią jak na osobę niespełna rozumu. Podszedł do Lotte, chwycił wieszak z różową sukienką, następnie ciskając go w kąt.- Co Ty robisz?!- zignorował jej pytanie, sam zaczął przeglądać damskie fatałaszki. Na pewno gej, widać, że dobrze się odnajduje w tym dziale.
-Nie wiesz czy jest Rainbow, prawda?- podał jej wybrane przez siebie ubrania i popędził w stronę przymierzalni.
-A powinnam?- Tom się jedynie zaśmiał.

***
Faktycznie to był mały, osiemnastoletni Kerry King. Silver nie mogła uwierzyć własnym oczom. Kiedy wyjeżdżała stąd kilka lat temu, ten chłopak był jeszcze wrednym, ale wesołym bachorem, który pomimo swojej niepełnoletności cały swój czas spędzałby poza szkołą z paczką fajek w kieszeni i dwoma dolcami na Jima Beam'a, cały czas improwizując na starej gitarze.
Wariatem był niesamowitym. W domu miał całą hodowlę węży egzotycznych, co też powodowało, że rzadko go odwiedzała. Nienawidziła węży.
Przez te parę lat niewiele się zmieniło. Urósł tylko trochę, zapuścił włosy, no i mógł już legalnie kupować alkohol. Sprawił sobie nową gitarę i zakumplował się z Lemmy'm, oraz założył zespół o nazwie Slayer, grający thrash metal.
-Lemmy obiecał nam support.- uśmiechnął się Kerry, podnosząc kufel z piwem do ust.
-A z kim tam grasz,  młody, co?- zapytała, wciąż mierząc chłopaka wzrokiem.- Pamiętam, że kumplowałeś  się z tym samozwańczym "małym wirtuozem gitary" w podstawówce.
-A no tak.-przytaknął King-Teraz ze mną gra. Do współpracy zaciągnąłem jeszcze takiego Toma, jest basistą, ale ma całkiem mocny głos i stoi też na wokalu. A bębniarza też powinnaś kojarzyć-pamiętasz tego dwunastolatka, co mu kiedyś Jeffy dolał wódki do soczku na jakiś urodzinach?
-Czekaj, czekaj...-zamyśliła się- On nie nazywał się Lombardo?
-Tak, tak.-wyszczerzył się Kilmister- Mały Lombardo, Davie. Nieźle sobie radzi z garami.-pstryknął palcami na kelnerkę, każąc jej przynieść kolejne butelki, a osiemnastolatek wstał od stołu, z tekstem że musi iść się odlać.
Lombardo, Lombardo, Lombardo...
-A on nie miał przypadkiem siostry?
Kerry zatrzymał się wpół kroku, Lemmy zdjął swój wzrok z tyłka nowej "podawaczki trunków" i skierował go na Helen.
-Tak, miał.- mruknął chłopak.- O ile dobrze pamiętam nazywała się Charlotte. Wyjechała w tym samym czasie co Ty, kontakt z nią podobno się u....rw...ał.-widocznie już nie wytrzymywał, bo po ostatnim słowie pobiegł w trymiga do obskurnej toalety Rainbow.
Charlotte, Charlotte Lombardo...no tak! Jak mogła zapomnieć? Liceum, klasa Ie, ona i "Charlie", znajomość, kilka imprez,  poznanie ówcześnie dziewięcioletniego Dave'a...Wszystko teraz się złożyło.
Choć od ostatniego spotkania, czyli na rozdaniu świadectw i życzeniu powodzenia minęło pięć długich lat.
Powodzeniu w życiu...tak to jej życie wyglądało. Rabowanie banków, odnalezienie i doprowadzenie do śmierci Białego Lotosa, narażenie się reszcie gangu, chociaż nie mieli pojęcia kim jest Mglisty Cień Zachodu. I to kasyno.
 A jak w życiu poszło Charlotte? Wyjechała...i co się z nią stało? Gdzie jest i co robi?
-Uff.-westchnął Kerry, padając na krzesło.-Ledwo zdążyłem.
-Za dużo piwa, dzieciaku.-uśmiechnęła się lekko Helen.
-Może.-wywalił na nią język-Słuchaj, w sobotę gramy w Whisky, przyjdziesz?
-Póki co, nie mam nic do roboty, więc chętnie wpadnę.
***
 Charlotte z Tom'em stanęli przed wspomnianym wcześniej Rainbow- lokalem niewielkich rozmiarów do którego wchodziło dużo ludzi. Lotte rozejrzała się dookoła. Przed budynkiem stało kilka motorów, a przy nich kilku mężczyzn wraz z Paniami odzianymi w skóry i czerń. Dziewczyna zrozumiała, czemu Tom kazał jej założyć wściekle obcisłe jeansy i koszulkę z logiem zespołu KISS, którą przy pomocy nożyczek wspólnie przerobili na top, który kończył się równo pod pełnymi piersiami brunetki. Sama uważała, że wygląda nieco dziwnie. Nigdy nie zdarzyło jej się widzieć takiego stroju, ale czuła się w nim bardzo dobrze. Seksownie i oszałamiająco.
 Chwyciła gumkę, żeby uwolnić pukle loków z końskiego ogona. Włosy bezwiednie opadły na ramiona i plecy, co chwilę poruszając się przy lekkim wietrze.
-Pani przodem- Tom otworzył drzwi. Weszli do środka. Lotte chciała rozejrzeć się po wnętrzu, ale nie zdążyła, gdyż chłopak chwycił ją za nadgarstek i pociągnął przez całe pomieszczenie. Zgrabnie przeciskali się między zapełnionymi stolikami.
-Tom, jesteś!- chłopaka przywitała banda dzieciaków. Takie wrażenie odniosła przynajmniej Charlotte.
-Kurwa, Araya! Dawaj dowód, bo nie chcą mi sprzedać piwa!- u boku Toma nagle pojawił się brat dziewczyny. Nie wiedziała czy zbesztać go za słownictwo czy cieszyć się z jego widoku. Jako starsza siostra powinna chyba zainterweniować. Tak też zrobiła.
-Dave?! Co Ty tu robisz?!- Lotte chcąc wykazać troskę prawie się zapowietrzyła.
-Cha...Cha...Charlie? Ja...- tak naprawdę Dave nie wiedział czy jego siostra jest wyluzowana i potrafi się bawić czy wręcz przeciwnie. Nie widział jej pięć lat, a czas przed jej wyjazdem jest dla niego nieco mglisty. Pamięta jedynie, że rzadko wracała na noc, więc imprezy chyba nie były jej obce.
-To Wy się znacie?- Tom spojrzał pytająco na Charlotte, która nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi. Chwyciła brata za dłoń i pociągnęła w stronę wyjścia.
-Co Ty robisz?!- Dave nie wiedział czy postawić opór, czy poddać się woli siostry.
-Mama wie, że tutaj jesteś?
-No nie... przecież...
-Jesteś niepełnoletni- dokończyła zdanie za niego- Idziemy do domu.
-Nie możemy! Tam siedzi Lemmy! I przyjdą inni. Nie możesz mnie zabrać do domu!- przystanęła i puściła rękę brata. Stali chwilę w ciszy, po której Charlotte sądząc, że postępuje dobrze, wbiła scyzoryk w jego nastoletnie plecy.
-Okej, zostań- Lombardo poczuł ulgę, ale nie na długo- Będziesz się tłumaczył rodzicom, co robiłeś w barze dla pijanych degeneratów, gdzie próbowałeś nielegalnie zakupić alkohol- nie spodziewał się tego. Charlotte była w Los Angeles dopiero drugi dzień, a już wywracała jego życie do góry nogami. Dave miał nadzieję, że taki stan rzeczy nie potrwa długo. Posłusznie ruszył za siostrą.

__________________________________________________________________________________
*drink Lemmy- o ile dobrze pamiętam: whiskey z colą, nazwany tak właśnie na cześć Lemmy'ego.
Po długim czasie narodził się ten rozdział. Jest on pierwszym, w którym są obie perspektywy.